Niemcy z bliska: Klęska na mundialu? Spójrzcie na Polskę!
Stand:
No i stało się. Trzeci wielki turniej z rzędu Niemcy kończą zabawę wcześniej, niż planowali. A przecież plan był prosty: zostać do finału. Reprezentacja wróciła jednak do domu, a razem z nią ulubiona niemiecka dyscyplina sportowa — narodowa debata.
Von Adam Gusowski
Czy Julian Nagelsmann to na pewno odpowiedni trener? Czy skład miał sens? Dlaczego pojechał ten, a nie tamten? Kto powinien grać od pierwszej minuty? A kto najlepiej wcale nie powinien wsiadać do samolotu?
Niemcy jadą, żeby wygrać
Bo Niemcy nie jadą na mistrzostwa po to, żeby grać. Niemcy jadą po to, żeby wygrać. W niemieckiej wyobraźni reprezentacja zostaje mistrzem świata mniej więcej w chwili, gdy FIFA ogłasza termin kolejnego turnieju. Każdy inny wynik to narodowy zawód.
Nic dziwnego, że po kolejnym nieudanym turnieju słyszymy słowa dyrektora sportowego Die Mannschaft Rudiego Völlera: „To zdecydowanie za mało jak na naród piłki nożnej.” Problem w tym, że może właśnie od samego określenia „naród piłki nożnej” warto byłoby zacząć dyskusję.
Dobrze już było
Bo może zamiast po raz setny analizować ustawienie reprezentacji, warto zadać sobie szersze pytanie: gdzie dzisiaj są Niemcy? Nie wszystko działa już tak automatycznie jak kiedyś. Gospodarka wyraźnie zwalnia, politycy nie zachwycają, coraz częściej słychać westchnienie: „dobrze to już było”.
Nawet die Autobahn — symbol niemieckiej myśli inżynieryjnej i perfekcji — zaczyna pękać od upałów. A przecież przez dekady zarówno autostrady, jak i piłka nożna były wizytówką hasła „Made in Germany”.
Cieszyć się futbolem
Dziś coraz dalej nam do słynnego powiedzenia Gary'ego Linekera, że „piłka nożna to gra, która trwa 90 minut, a na końcu wygrywają Niemcy”. I może... wcale nie jest to tragedia. Najlepiej oddaje to rozmowa prowadzącego niemieckie wiadomości Tagesthemen.
Ingo Zamperoni pyta filozofa sportowego Güntera Gebauera: „Nie jesteśmy już narodem piłki nożnej?”, a Gebauer bez wahania odpowiada: „Zdecydowanie nie możemy już tak o sobie mówić”. Bo może właśnie w tym tkwi początek normalności. Nie trzeba budować narodowej tożsamości na wynikach jedenastu piłkarzy. Można po prostu cieszyć się futbolem.
Spójrzcie na Polskę!
I tutaj proponuję Niemcom “lernt polnisch”, czyli spójrzcie na Polskę. Polacy jadą na turnieje rekreacyjnie. Remis? To już sukces. Wygrany mecz w fazie grupowej? To jak zdobycie mistrzostwa świata. Zagrany mecz o honor? To powrót do kraju jak po odbiór pucharu. Nie ma kręcenia nosem. Jest święto. A przy okazji w magiczny sposób gospodarka rośnie, społeczeństwo się rozwija, a Polska zamienia się w krainę mlekiem i miodem płynącą.
Więc życzę Niemcom więcej luzu, trochę pokory i minimalne przyznanie się do nieudacznictwa. To ma terapeutyczne działanie i nagle może się okazać, że gospodarka zaskoczy, społeczeństwo się uśmiechnie, a i kto wie może faktycznie zostaną wicemistrzami świata, może nawet w finale z Polską.
Adam Gusowski